poniedziałek, 5 lipca 2010

Szybki prezent...

Tak się nieraz w życiu składa, że potrzeba okazuje się najlepszą Matką wynalazku..
W moim przypadku prezentu..Potrzeba była takowa, że za pięć dwunasta musiałam wejść w posiadanie czegoś, czym mogłabym obdarować pewną przeuroczą istotkę..
Czasu naprawdę było niewiele... silnik auta już prawie odpalony, a ja rach - ciach - ciach i  gotowe!!
Powstał całkiem ładny, retro portret jubilatki, wydrukowany na płótnie, obszyty koronką...
Passe- partout zrobiłam z materiału w kolorze buduniowym, aby ładnie współgrał z wydrukiem. Jeszcze tylko ramka, oczywiście bielona i postarzona, która suszyła się na tarasie, kiedy to ja zmywałam z siebie resztki farby i szykowałam się do wyjścia.
Do kompletu - kopertę na kartkę z życzeniami także ozdobiłam wydrukiem płóciennym . Będzie można ją później także oprawić w rameczkę.

 Od A do Z "hand made by me", łącznie ze zdjęciem, które zrobiłam jubilatce jakiś czas temu.




Na szczęście warunki do pospiesznej sobotniej twórczości, były baaardzo sprzyjające :)


Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mojego Białego Kredensu!!!

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Wianki czyli Świętojańskie Wróżby...

Noc Świętojańska to wspaniały dowód na to, że niektórych pogańskich zwyczajów po prostu nie da się wykorzenić i trzeba z nimi iść na kompromis..
Dawniej tej nocy zaczynało się od ognia - na wzgórzach i polanach rozpalano ogniska, wokół których tańczyły przepasane zielami młode dziewczęta. Chłopcy skakali przez płomienie, śpiewali pieśni miłosne, a przed północą ruszano w poszukiwaniu kwiatu paproci...Po tych obrzędach przechodzono do kąpieli wodnych..Wierzono, że wszelkie kąpiele, czy to w strumieniu, czy w porannej rosie, zmyją z człowieka chorobę i troski..Potem następowały obowiązkowe wróżby ze spławianych rzeką wianków..
A my??
Najdłuższy dzień mamy za sobą, choć wciąż do późnych godzin jest jasno..Upajam się tym i chłonę widok jasnego nieba , mimo że grubo po 22... Aż trudno uwierzyć, że to nie potrwa wiecznie.
Aby więc zatrzymać i zamknąć na dłużej te jasne i pachnące łąką noce, wybrałam się na niedaleką łąkę - jednak nie po to aby kapać się w strumieniu :) , ani też nie w poszukiwaniu kwiatu paproci :)- tylko po kwiaty na wianek.
Już samo chodzanie między polnymi roślinami zrelaksowało mnie ogromnie, a splatanie ich w wianek dopełniło tylko ten stan relaksu.























W międzyczasie zrobiłam obrazek z motywem komponującym z wiankiem ..
W jadalni zrobiło się teraz bardzo ziołowo..







Pozdrawiam czerwcowo...


sobota, 19 czerwca 2010

Lustra do łazienki.



Truskawkowo zrobiło się na wszystkich blogach, więc mały akcent na początek i u mnie.
 Uwieczniłam pierwsze okazy, aby potem w szare, zimowe dni wspominać te najwspanialsze ze wszystkich owoców...




Przechodząc do tytułu dzisiejszego posta:
Sobota okazała się owocna twórczo..kto by pomyślał? To mój synek jest wyznacznią tego co i w jakiej ilości powstanie spod mojej niespokojnej wciąż ręki. W głowie mam tysiąc pomysłów, w garażu tysiąc półproduktów, w kartonie tysiące pędzli, a na półce tysiące farb...I tylko czekam,  aż mały utnie sobie drzemkę..Kiedy przymyka sennie jedno oko - ja już jedną nogą jestem w garażu, kiedy dokłada drugie - ja już mam radość twórczą w swoich oczach i nadzieję na nieprzerwane, długie mazianie..
Dziś udało mi się dokończyć lustra do łazienki. Od początku wiedziałam jak mają one wyglądać i za żadne skarby nie chciałam się zgodzić na nic innego. Szukałam, szukałam i szukałam..A kiedy nic satysfakcjonującego nie znalazłam postanowiłam zrobić je sama..Oczywiście z drobną :) pomocą stolarza i szklarza..Wyrysowałam, cofałam do poprawek i w końcu zaakceptowałam..A potem już tylko malowanie, przecieranie itp.

Dziś  dodałam jeszcze przysłowiową wisienkę torcikową:) Co prawda decor w pierwszym zamyśle miał być drewniany, ale nigdzie takiego nie mogłam znaleźć, więc jest "graficzny". Na zdjęciach dobrze nie widać, ale znajdują się na nim maleńkie ptaszki... I jestem bardzo zadowolona z efektu.Można się teraz przeglądać do woli! ;)
Zobaczcie same:

Before:


After:


               






















Dzień zdecydowanie zaliczam do udanych twórczo, oby takich było jak najwięcej!
Pozdrawiam Was gorąco, dziękuję za wszystkie przemiłe maile i komentarze!!!


niedziela, 13 czerwca 2010

Kolorowe jarmarki i urok maleńkich sklepików...

Dziś będzie o jarmarkach lub jak kto woli targach, ryneczkach..
Oglądałam sobie ostatnio zdjęcia z ostatniego wyjazdu do południowej Francji, tak ukochanej przeze mnie Prowansji. Szczególnie rozmarzyłam się wspominając przecudnej urody targowiska, bazarki, stragany..Ileż w tym natury! ileż niewymuszonego piękna!  spacerując niespiesznie między niedbale- a jednak urokliwie rozłożonymi stołami uginającymi się pod rumianymi pomarańczami, pachnącymi cierpko oliwkami i słojami złocistego miodu - doświadcza się tam prawdziwego relaksu robiąc swoje zakupy..Grzebiąc w owocach, przebierając w warzywach i gładząc w zielach i kwiatach...Swoista mieszanina zapachów, kolorów i dźwięków...A kiedy to już napełni się swój słomkowy koszyk, pogaworzy luźno z przemiłymi sprzedawcami, opuszczając targ należy skierować się do jednego z licznych małych sklepików..Zależnie od potrzeby i zachcianek, do wyboru: maleńkie piekarnie miło odurzające zapachem francuskich rogalików , sklepiki z fikuśnymi ciasteczkami pakowanymi w retro-puszki, bądź też francuskie "cepelie" z uroczymi , ręcznie haftowanymi serwetami i obrusami...A dookoła wszędzie lawenda i  drzewka oliwne..
Czy tego wszystkiego idzie doświadczyć robiąc w pośpiechu zakupy w wielkopowierzchniowych marketach głośnych, z przetworzoną żywnością? Nigdy! Ale sami tego chcieliśmy i to wspieramy..Francuscy kupcy i handlowcy skutecznie zablokowali duże markety, ocalając tym samym urok swoich miast i miasteczek..A komu tęskno do marketu , ten jedzie na obrzeża miasta..I wszyscy zadowoleni..
Ach, tęsknię za takimi małymi sklepikami na rynkach naszych miast. Dziś tylko wszędzie banki i banki...Przypomina mi się z dzieciństwa szczególnie jeden taki maleńki sklepik ze słodyczami, o wdzięcznej i tajemniczej nazwie "Słodka Dziurka"..Smak ptysi i czerwonej oranżady w woreczkach pamiętam do dziś..
Krótka fotorelacja na  temat:


















































Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mojego białego Kredensu i dziękuję za miłe wpisy i komentarze.

środa, 2 czerwca 2010

Taca i słodkie co nieco.

Tak to już jest , że jak najdzie mnie ochota na słodkie, to nie ma siły aby sama przeszła...
A że pora jest prawie letnia (wiem, wiem, ani to prawie, ani letnia..) to o tej porze roku częstym gościem w naszym domu  jest tarta..
Tarta ma w sobie coś takiego sielskiego i romantycznego..Szczególnie taka z owocami sezonowymi..Tym razem padło na rabarbar...Podczas pieczenia pachniało w całym domu, a zapach ciasta działał na wszystkich domowników kojąco i wprowadził w dobry nastrój.. 
Jedyną wadą takiego ciasta jest to , że tak szybko znika z foremki :







Przepis na tartę:
- 250 g mąki
- 3 łyżki drobnego cukru
- szczypta soli
- 3 jajka
- 100g masła
- 150ml mleka
- 150 ml śmietany słodkiej
- olejek pomarańczowy
- cukier waniliowy
- rabarbar lub inne owoce

Uformować kulę z mąki, cukru,soli, żółtka, masła w kawałeczkach i ok.1/4 szklanki wody.
Ciasto zawinąć w folię i włóżyć do lodówki chociaż na godzinę.
Owoce pokroić i przysypać cukrem. Odstawić.

Masa śmietanowa:
Wymieszać mleko ze śmietaną,dodać 1 żółtko i 2 jajka, 3-4 łyżki cukru i całość lekko ubić. Dodać olejek, 
ewentualnie cukier waniliowy.

Ciasto rozwałkować i przełożyć do formy wysmarowanej wcześniej masłem.
Ponakłuwać ciasto, aby nie rosło. Piec ok.20min, do zarumienienia w temp.180 stopni.
Na podpieczony spód rozłożyc owoce i zalać masą śmietanową.
Piec ok.20 min.

Przy szykowaniu kawy z ciastem okazało się, że nie mam porządnej tacy, pasującej do stylu mojego domu . Dlatego też na własne potrzeby zrobiłam taką oto tacę:

                                                                        BEFORE:


AFTER:



















Dziękuję Wszystkim za miłe komentarze i maile.
Pozdrawiam czerwcowo z nadzieją na słoneczne dni!